piątek, 6 lutego 2015

MAC Keepsakes PLUM EYES-recenzja

Cześć!

Post jest trochę spóźniony zważywszy, że mamy już początek lutego, ale postanowiłam, że muszę się z Wami podzielić moją opinia na temat świątecznych lub limitowanych zestawów MAC. Czy warto je kupować i czy wszystko co MAC'owskie jest dobre?



Co roku z okazji Świąt MAC wypuszcza  specjalną  serię kosmetyków w pięknych opakowaniach z myślą o idealnym sposobie na prezent dla kogoś bliskiego.W tym roku świąteczna kolekcja była naprawdę wyjątkowa. MAC zaproponował kilka zestawów w skład których wchodziły:
  •  produkty do ust w trzech wariantach kolorystycznych: nude, różach i czerwieniach w pięknych połyskujących kosmetyczkach,
  •  trzy zestawy pigmentów: beże, róże i smoky,
  •  zestawy mieszane: kosmetyków do ust i oczu ( pomadka, błyszczyk, podwójne cienie, 
  • trzy zestawy pędzli w kosmetyczkach, 
  • face sety: gdzie znaleźć było można puder rozświetlający w pięknych złotych odcieniach, dwie pomadki i trzy cienie do powiek oraz 
  • paletki  cieni do powiek w trzech wyjątkowych opakowaniach i wariantach kolorystycznych .  
Mam nadzieję, że czegoś nie pominęłam. Niestety nie są one już dostępne na stronie MAC, dlatego nie mogę tego sprawdzić.

  Wszystkie produkty kusiły nie tylko wspaniałą oprawą w królewskim wydaniu ale i ceną. Zachłyśnięta wieloma propozycjami postanowiłam przekalkulować ilość do jakości i wybrałam zestaw cieni do powiek w wariancie PLUM EYES. 

Pomimo iż makijażysta w salonie MAC sugerował,  iż warto stosować te cienie na bazę, uznałam tą sugestię za standardową procedurę zachęcenia do dodatkowego zakupu. Potem jednak pomyślałam, że w zasadzie każde cienie lepiej stosować na bazę więc komentarz sprzedawcy potraktowałam po prostu jako dobrą radę i bez zawahania zdecydowałam się na zakup cieni. Jednakowoż, ku mojemu zdziwieniu jakość cieni tej paletki pozostawia nieco do życzenia, ale o tym za chwilę.

Samo kartonowe opakowanie wykonane jest bardzo estetycznie i zachęca do zakupu.




 Na metce widoczna jest cena regularna produktu.



Każdy kto profesjonalnie zajmuje się makijażem może w salonach MAC uzyskać zniżkę 20% na wszystkie produkty sprzedawane stacjonarnie. Warunkiem przystąpienia do programu dla profesjonalistów MAC PRO MEMBERSHIP, jest wysłanie swojej aplikacji na adres Estee Lauder Polska lub też poprzez złożenie jej w dowolnym salonie MAC.

Wymaganymi dokumentami sa:
  • Skan dowodu osobistego.
  •  Dyplom potwierdzający wasze kwalifikacje lub inny dokument potwierdzający pracę w tym zawodzie.
  • Portfolio
  •  Wizytówka
  • Strona www
  • Ewentualne publikacje podpisane Waszym imieniem i nazwiskiem
W innych krajach pakiet PRO można uzyskać wykupując " abonament" za konkretną kwotę, a zniżka jaką otrzymujemy to aż 40%. Proces otrzymywania karty MAC PRO MEMBERSHIP nie jest jednak tak bajecznie prosty jakby się wydawało. Musimy najpierw udokumentować nasze kwalifikacje, a potem wpłacić na konto MAC odpowiednią kwotę. Dwuletnia karta członkowska kosztuje 65$ , a roczna 35$.

W związku z tym, że ja swoją aplikację składałam w 2014 roku i owym czasie program ten w Polsce miał nieco inną nazwę, być może zmieniły się jego warunki warunki i podobnie jak w USA należy dokonać opłaty, ale o to koniecznie zapytajcie w salonie MAC.


Skoro jesteśmy przy temacie pieniędzy, dokonując zakupu sugerowałam się przede wszystkim ilością kolorów do ceny pojedynczych cieni. Za paletę PLUM EYES zapłaciłam 143,20 i w zamian otrzymałam pięknie zdobioną paletkę z ośmioma kolorami cieni. Jeden pojedynczy wkład do palety PRO kosztuje  po zniżce 44,80 zł. W palecie PLUM EYES otrzymujemy gotowe zestawienie 8 kolorów w śliwkowej tonacji a każdy z nich to ok. 1/4 wielkości normalnego wkładu. Czy mi się to opłacało? Zobaczcie sami:


Puzderko jest wykonane bardzo solidnie. Brokat nie odpada a całość przywodzi na myśl wiktoriańską stylistykę, która w obecnych czasach kojarzy mi się z "motywem wampiryzmu" i subkulturą gothic. 

 





W środku paletki znajduje się osiem cieni zabezpieczonych plastikową osłonką. Producent zadbał o duże i wygodne lusterko a także o mały pędzelek, który nadaje się do użycia jedynie w awaryjnych sytuacjach.



Spód palety wykonany jest z solidnego matowego plastiku z nadrukowanymi nazwami poszczególnych cieni i standardowymi danymi o miejscu produkcji i numerze seryjnym.




Na pierwszy rzut oka cienie prezentują się obiecująco,





 Jednak po bliższym kontakcie z produktem mogę stwierdzić, że same cienie nie są niestety niczym nadzwyczajnym, przede wszystkim ze względu na pigmentację.






Dwa jasne cienie w górnym rzędzie to pudrowy róż opalizujący na fiolet oraz blady jasny beż z różowym tonem z bardzo drobnymi drobinkami. Cienie te są dość słabo napigmentowane i zadowalający efekt dają po nałożeniu ich na mokro. Moimi ulubionymi cieniami z tej palety jest metaliczna szarość z nutami fioletu i brązu, która przypomina w strukturze koloru cień Satin Taupe. Metaliczna oberżyna jest również ciekawym odcieniem.



Dolny rząd cieni prezentuje się podobnie jeżeli chodzi o nasycenie barw. Szczególnie kiepsko napigmentowany jest mieniący się odcień w kolorze cappuccino. Dużym plusem dla palety są natomiast dwa matowe odcienie: kawa z mlekiem do konturowania załamania powieki oraz ciemna śliwka przełamana brązem dla podkreślenia zewnętrznego kącika oka. Moim ulubionym cieniem w dolnym rzędzie jest jeszcze intensywniejsza wersja perłowego brązu z nutą chłodnego fioletu.






Niestety jasne cienie w tym rzędzie są tak słabo napigmentowane, że zrobieni swatcha było praktycznie niemożliwe. Ciemne kolory na ręku nie prezentują się najlepiej, ale są idealnym dopełnieniem połyskliwych śliwek z tej palety.



Reasumując:

-Plus za piękne opakowanie
-Przystępna cena jak na 8 kolorów cieni z MAC w ciekawym wydaniu
-Kolory sensownie dobrane
- 3 naprawdę interesujące odcienie w palecie ( opalizujący róż, dwa ciemne perłowe zgaszone fioleto-brązy)

Uważam ten zakup za ciekawy eksperyment, paleta ta ma jednak zdecydowanie bardziej wartość kolekcjonerską, choć nie ukrywam, że można wyczarować nią wiele ciekawych makijaży zarówno dziennych jak i wieczorowych. 

Poniżej jedna z propozycji.





Czy warto kupować świąteczne limitowanki? Niestey nie ma jednoznacznje odpowiedzi na to pytanie. Każda seria jest inna, każdy pojedynczy cień ma inną strukturę, ale jedno jest pewne- dobrze zastanówmy się czy ładne opakowanie jest wystarczającym argumentem do decyzji na tak. Zawsze kierujmy się jednak chłodną kalkulacją i porządnym przetestowaniem produktu w salonie.

Mam nadzieję, że mój post był dla Was pomocny.
Jeżeli macie jakieś pytania bądź sugestie- czekam na Wasze komentarze.

Do zobaczenia na FB oraz Instagramie!

Do następnego!

Nutella




2 komentarze:

  1. Wspaniała recenzja! Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym otworzyć swój salon kosmetyczny i zastanawiam się nad tym gdzie kupić odkurzacze fryzjerskie . Wiem jednak, że jest to bardzo duża inwestycja i sporo pieniędzy musiałabym wydać za jednym razem. Z drugiej strony i tak wyjdzie mi to taniej, niż miałabym kupować każde urządzenie z osobna... Gdzie najlepiej szukać takich sprzętów? Czy możecie polecić jakąś hurtownie? Czy warto zamawiać przez Internet?

    OdpowiedzUsuń