sobota, 25 kwietnia 2015

Super Starcie- #Sleek- 926 Rose Gold vs. # The Balm- Hot Mama

Nieodzownym elementem każdego makijażu, który dodaje świeżości, zdrowego blasku i niejednokrotnie potrafi odmłodzić o kilka lat są róże. Wiele z nas omija je jednak szerokim łukiem w obawie przed uzyskaniem przerysowanego efektu. Są i takie Panie, którym żadne skrajności nie są straszne i fundują sobie taki look codziennie. Jak znaleźć złoty środek? Otóż kluczowe może okazać się słowo " złoty"-byle delikatny, bez nachalnych drobinek i najlepiej z "brzoskwinią w tle".


Jaki jest uniwersalny kolor różu? Taki który jest nabardziej zbliżony do odcienia naszego naturalnego rumieńca. A co jeżeli nie chcemy dodatkowo podkreślać zaczerwienień na naszej skórze? W takich przypadkach  najczęściej w ogóle rezygnujemy z rózu, a szkoda. Róż to niebywałe narzędzie w makijażu. Jest zarówno dopełnieniem całości jak i jego kluczowym elementem. Możemy uzyskać nim wiele efektów i zmienić cały charakter danej stylizacji. Róż wydobywa blask i witalność, łagodzi rysy i jest tym kosmetykiem, który zdziała więcej niż staranny makijaz oka.

  Jednym z najbardziej bezpiecznych kolorów jest brzoskwiniowy róż. Ten kolor sprawdzi się u większości kobiet i doda promiennego blasu każdej cerze. Aby złagodzić różowe tony wspaniałym zabiegiem może być dodanie do tego odcienia złotego blasku, który niejako przykryje kolor bazowy i jedncześnie rozświetli skórę. W ten sposób powstał chyba najczęsciej kupowany i testowany róż
"Orgasm" niedostępnej w Polsce firmy NARS. Ponieważ błyskawicznie zyskał ogomne rzesze fanów bardzo szybko doczekał się swoich odpowiedników. 

źródło: http://www.livingthebeauty.de/hot-mama-vs-rose-gold-vs-orgasm-vs-103/

Jednym z nich jest:

  • Sleek-  926 Rose Gold
 Roż otrzymujemy w małym, mieszczącym 8 g. produktu opakowaniu z lusterkiem. Na pierwszy rzut oka róż prezentuje się zachwycająco.


 Przeważającym kolorem wydawać się może ciepła brzoskwinia, jednak nic bardziej mylnego. Brzoskwiniowy kolor który  wydaje się być dominującym jest efektem nałożenia się na siebie dwóch odcieni: bardzo intesnywnego złota i jaskrawego różu. Po aplikacji  tego produktu na twarz proporcja jest dokładnie odwrotna.


 Na pierwszy plan wybija się róż, a złoto jest jedynie poświatą, która w zależności od kąta padania światła jest mniej lub bardziej połyskliwa. Jest to nic innego jak duochromatyczna formuła, która w zależności od bazy na jaką nałożymy produkt uwydatnia jeden z dwóch ( duo) pigemntów zawartych w produkcie.

Efekt jaki uzyskujemy po nałożeniu tego kosmetyku był dla mnie naprawdę zakskaujący / inny niż się spodziewałam. Produkt ten zaraz po nałożeniu przypomina mi jeden z moich ulubionych róży z Bourjois " Rose d'Or"-czyli nie mającym w sobie nic z brzoskwini o typowo "różowym sercu" (o którym więcej słów znajdziecie TUTAJ) jednak zdecydowanie szybciej się nakładającym.


 Róże Bourjois są produktami wypiekanymi. W związku z tym po jakimś czasie stosowania pojawia się na nich twarda warstwa w wyniku kontaktu wypiekanego kompaktu z podkładem i pudrem, który mimowolnie aplikujemy do środka różu nabierając kolejną porcję, aby potem nałożyć ją na policzki. Tym samym pozostałości te zaczynają osadzać się w różu tworząc śliską skorupę, która powoduje bardzo żmudne i wielokrotne nabieranie różu w celu uzyskania odpowiedniego efektu.


Warstwę tą po prostu należy zeskrobać aby produkt dalej nakładał się jak zaraz po otwarciu opakowania. Biorąc pod uwagę, że Sleek Rose Gold nakłada się na pędzel bezproblemowo, pomyślałam, że może być świetną alternatywą dla wspomnianego Bourjois.



od dołu: Sleek Rose Gold/Bourjois-Rose d'Or

 Niestety o tyle o ile kolor jest naprawdę piękny, a aplikacja szybka, utrzymywanie się tego produktu na twarzy pozostawia wiele do życzeniaRóżowy pigment znika z twarzy w mgnieniu oka. Zaznaczę, że nie jestem osobą, która nadmiernie dotyka twarzy w ciągu dnia i nigdy nie spotkałam się z tak kiepską trwałością różu. Po kliku godzinach noszenia Sleek- Rose Gold  kolor praktycznie całkowicie znika, pozostaje jedynie złote rozświetlenie.



 Jeżeli chodzi o " shimmer" jest to produkt bardzo błyszczący, opalizujący, który nie sprawdzi się u osób z nierównościami cery, cerą tłustą czy bardzo dojrzałą. Mimo wszystko efekt jaki pozostawia na twarzy po kilku godzinach jest na tyle subtelny, że można mu wybaczyć znikanie różowego pigmentu, tym bardziej, że produkt ten można dostać  w bardzo przystępnej cenie i dobrej gramaturze, a koloru nieco dołożyć w ciągu dnia.

Cena: ok 23 zł ( 8 g. )

  • The Balm- Hot Mama

Od niedawna mamy możliwość przetestowania produktów The Balm na własnej skórze w perfumeriach Douglas. Celowo mówię " przetestowania", ponieważ ich zakupu polecam dokonać w sklepach internetowych, gdzie dostaniemy je 20% taniej. Od dawna spotykałam się z wieloma rekomendacjami tego produktu, głównie jako repliki osławionego "Orgasm" z NARS. Postanowiłam więc sprawdzić to osobiście.


Róż The Balm-Hot Mama otrzymujemy standardowo w kartonowym opakowaniu w stylistyce " pin-up". Opakowanie zamykane jest na magnes, a w środku znajduje się małe lusterko. Muszę przyznać, że jestem absolutnie oczarowana kolorem i wykończeniem tego produktu. Jest on dokładnie tym czego po nim oczekiwałam. Produkt ten bardzo przypomina mi mój ulubiony róż z Bourjois 35 " Lune d'Or" ( o którym więcej przeczytacie TUTAJ), który niestety został już wycofany z produkcji.

 Dlatego strasznie się cieszę, że znalazłam jego ekwiwalent. Bourjois 35 " Lune d'Or"  jest nieco delikatniejszy, bardziej neutralny, z widocznymi złotymi drobinkami na tle bardzo bladej pastelowej brzoskwini. Na ciemnych karnacjach może być stosowany praktycznie jako rozświetlasz. Ta dyskretna brzoskwiniowa poświata idealnie spisuje się także przy bardzo jasnej cerze w "bezpieczny sposób" podkreślając jej walory.



W przypadku The Balm brzoskwiniowo-koralowy odcień jest nieco intensywniejszy, ale daje bardzo zrównoważony zdrowy efekt. Produkt z  delikatnym złocistym błyskiem identycznie prezentuje się w opakowaniu i po aplikacji na skórze. Jego struktura jest bardzo miękka przez co w dużej ilości nabiera się na pędzel. Należy aplikować go "lekką ręką", aby uniknąć nieroztartych granic. Produkt jest nieco mniej błyszczący niż Sleek, ale jest to cały czas efekt połyskującej tafli.


 Kolor bazowy jest bardzo subtelny i zagra zarówno z ciepłymi jak i chłodnymi karnacjami. Jest to zdecydowanie bezpieczny i uniwersalny odcień, oczywiście przy założeniu, że lubimy i możemy sobie pozwolić na błyszczące róże.


 Produkt ten sprawdzi się zarówno w okresie zimowym, ocieplając naszą karnację jak i pięknie podkreśli letnią opaleniznę. Satynowa formuła zmiękcza rysy i nadaje wypoczętego, młodzieńczego rumieńca. Doskonale sprawdza się w makijażu ślubnym i wieczorowym.

Cena: 50-80 zł ( 7 g.)

"Nie wszystko złoto co się świeci"- Jest wiele selektywnych marek, które kuszą nas pięknymi opakowaniami, dającymi namiastkę luksusu. Róże Chanel wydają się być nieosiągalnymi ideałami, na które mało kto może sobie pozwolić. Tym czasem okazuje się, że nasz makijaż może wyglądać jak z czerwonego dywanu za sprawą na szczęście już dostępnych w Polsce duochromatycznych róży Sleek czy złocistego The Balm :)

od lewej: The Balm- Hot Mama vs. Sleek-Rose Gold


Reasumując:

Złoto w makijażu nie musi kojarzyć się z wielkim wyjściem czy nachalnym i tandetnym blaskiem. W połączeniu z brzoskwiniowo-koralowym odcieniem może dodać naszej cerze życia również w codziennym zastosowaniu.


Sleek-926 Rose Gold





Jeżeli chcecie sprawdzić jak będziecie się czuć w brzoskwiniowo-różowym odcieniu z mocno błyszczącym, ale nie brokatowym wykończeniem wypróbujcie najpierw Sleek-926 Rose Gold.

Plusy:

-cena
-kolor
-łatwość aplikacji ( lekko wilgotna, nie pyląca konsystencja podobna do cienia KOBO-Rose Gold)

Minusy:

-trwałość
-dostępność ( tylko wysyłkowo)

The Balm- Hot Mama




To świetnej jakości uniwersalny produkt. Jeżeli podobają Wam się połyskliwe róże, a nie możecie się zdecydować  na odcień lub boicie się, że  inny kolor z takim wykończeniem może się u Was nie sprawdzić, spróbujcie najpierw ciepłej brzoskwini przełamanej różem z delikatną złotą poświatą od The Balm

Plusy:

 -odcień
-wykończenie
-łatwość aplikacji ( bardzo pyląca, miękka, aksamitna struktura, którą można stosować jako cień do powiek)
-trwałość 

Minusy:

Doszukuję się ich na siłę starając się obiektywnie spojrzeć na ten produkt.

-miękka, pyląca struktura, która może być również im plus
-cena ( dość wysoka, ale to produkt z wyższej półki)




 

 A Wy jakie macie doświadczenia z tymi produktami? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.
Jeżeli macie jakieś pytania, piszcie na kontakt@orzechoweoczy.pl lub zostawcie komentarz pod postem.
Nie zapomnijcie odwiedzić mnie na Facebooku i Instagramie.

Zachęcam również do subskrypcji bloga poprzez kliknięcie na niebieski przycisk na bocznym pasu z prawej strony : DOŁĄCZ DO TEJ WITRYNY. Będzie mi bardzo miło wiedzieć, że jest Was-Czytelników coraz więcej :)

Do następnego!

Nutella

2 komentarze:

  1. Bardzo dobry post! Nie wierzę, że dopiero teraz odkryłam Twoje bloga. Jeśli chodzi o sleeka to posiadam z tej firmy jeden kosmetyk i jest nim właśnie róż. Jak dla mnie to jest cholernie mocno napigmentowany - nawet za bardzo, ale Blush Brush'em z Real Techniques daję radę. A róż z Bourjois w odcieniu 34 to mój ulubieniec! Daję piękny blask na policzku i wygląda bardzo dziewczęco ;)
    Zaczynam obserwować i zapraszam do siebie ; )
    http://inspiration-for-life2.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć! Bardzo się cieszę, że zostajesz na dłużej :)
      Do zobaczenia !
      PS. Co do Sleeka-faktycznie jest mocno napigmentowany, ale po czasie znika z polików i zostawia jedynie rozświetlenie, a szkoda bo w całości wygląda cudnie.

      Usuń