niedziela, 15 listopada 2015

THE BALM #HOT MAMA vs. LOVELY # OH OH BLUSHER

Odkąd pojawił się róż Orgasm firmy NARS i zyskał niebywałą popularność dzięki blogosferze, producenci kosmetyków kolorowych zaczęli prześcigiwać się w produkcji coraz to nowszych odpowiedników tego koralowego różu o złotej poświacie. Poszukiwania idealnego zamiennika trwają nadal, a na rynku pojawiają się coraz ciekawsze propozycje w zbliżonej kolorystyce. Hitem ostatnich miesięcy jest róż HOT MAMA marki The Balm, który podbija serca kobiet na całym świecie- także w Polsce, ale to co ostatnio znalazłam w jednej z drogerii przerosło moje oczekiwania. The Bal Hot Mama w wersji niskobudżetowej bez straty jakości??





Firma LOVELY od jakiegoś czasu wzoruje się na wysoko półkowych markach z dosyć dobrym rezultatem. Jakiś czas temu fanki makijażu toczyły batalie o rozświetlacie, które do złudzenia formułą przypominały słynną Mary Lou Manizer z The Balm. Ich róże naprawdę zachęcają kolorystyką i jakością, ale przede wszystkim ceną, ale ostatnia limitowanka wprawiła mnie w istny zachwyt i mam nadzieję, że ich HOLOGRAFICZNY RÓŻ dołączy do stałej kolekcji.
  • LOVELY OH OH BLUSHER


Jakiś czas temu porównywałam dla Was róże o uniwersalnym zastosowaniu, (TUTAJ) pięknie rozświetlające i odejmujące lat. W straciu pomiędzy The Balm- Hot Mama, Sleek-Rose Gold i Bourjois Rose d'Ore, nisko półkowy Sleek wypadł najgorzej ze względu na swoją trwałość. Wkładając do koszyka róż Lovely za 9,50 byłam przygotowana na podobne rozczarowanie. Jednak nic bardziej mylnego!



Róż  LOVELY OH OH BLUSHER do złudzenia przypomina mi produkt THE BALM HOT MAMA. Baza tego produktu jest nieco mniej brzoskwiniowa, a złoty blask minimalnie bardziej widoczny. Powiedziałabym, że jest to odcień idelanie w połowie drogi pomiędzy The Bal-Hot Mama, a Sleek- Rose Gold. I zaryzykuję stwierdzenie, że jest to odcień IDEALNY w tej palecie.



Struktura cienia jest nieco twardsza. Mniej produktu nabiera się na pędzel (Używam pędzla Hakuro z naturalnego włosia) i jest on łatwiejszy w obsłudze. Mam na myśli to, że lepiej się rozprowadza, nie powodując ryzyka plamy. Róż The Balm Hot Mama jest bardziej napigmentowany i trzeba uważać z jego ilością. Niestety w związku z tym, że jest bardzo miękki, duża ilość produktu marnuje się podczas strzepywania nadmiaru z pędzla, przez co róż jest mniej wydajny.



Po nałożeniu różu na policzki bardziej wnikliwi dostrzegą różnicę w blasku. The Balm jest subtelniejszy i złota poświata bardziej stapia się z kolorem bazowym. W przypadku Lovely, rozświetlenie jest minimalnie bardziej widoczne, a bazowy kolor z racji odcienia idącego w kierunku różu daje opalizujący efekt.



A tak bez wchodzenia w szczegóły? Gołym okiem nie widać praktycznie żadnej różnicy. Spokojnie możemy na jednym policzku zastosować The Balm na drugim Lovely. Po tego typu testach mogę z całą mocą stwierdzić, że Lovely OH OH Blusher jest wiernym odpowiednikiem The Balm Hot Mama i mam nadzieję, że kiedyś pojawi się w stałej sprzedaży.




Plusy:

-bardzo zbliżony kolorystycznie do HOT MAMA (brzoskwiniowo-różowa baza vs. The Balm brzoskwiniowa baza)
-pigmentacja
-bezpieczna aplikacja
-trwałość ( cały dzień bez poprawek)
-cena

Cena: ok 10 zł

Minusy:

-limitowana edycja
-mała pojemność


Jakość do ceny tego produktu jest powalająca. Jeżeli miałyście okazję testować rozświetlacie Lovely, na pewno wiecie co mam na myśli. Podobieństwo do the Balm-porażające. Różnica w cenie kosmiczna. ( 80 zł vs. 10 zł) Efekt niemalże identyczny. 

Jeżeli  natkniecie się jeszcze gdzieś na róż holograficzny LOVELY OH OH Blusher nie zawahajcie się kupić go w zapasie. Szczerze? W ostatnim czasie Lovely Oh Oh Blusher pobił mój róż Chanel Joues Contraste w kolorze Reflex... Tylko csiiii..., bo mój Księgowy oberwie mi uszy ;-)


Dzięki za odwiedziny!

Do następnego!

Nutella








17 komentarzy:

  1. mooże to nie jest odcień dla mnie ale wygląda całkiem spoko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo uniwersalny kolor. Szczerze polecam, szczególnie w tej cenie.

      Usuń
  2. Ten Sleek podobno jest bardzo do Orgasm z Narsa. Zapraszam do siebie
    http://carooolineee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam nigdy NARSA, ale z całą pewnością jest na nim wzorowany :)

      Usuń
  3. Ja uwielbiam Rose Gold ze Sleeka,zostało mi go dosłownie w zakamarkach.używam też burjous 34 i też go lubie,chociaz trzeba mocniej pocierać pedzelkiem.Chetnie wypróbowałabym ten z Lovely ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bourjois 34 jest świetny! Bardzo go lubię :) Sleeka mniej, bo troszkę znika w ciągu dnia, ale kolor ma wspaniały.

      Usuń
  4. Skoro wspominasz Rose Gold ze Sleeka to podobnym różem jest wypiekany róż z Bourjois w nr 34. Kolor bardzo podobny, a róże z Bourjois są trwalsze moim zdaniem od tych z Sleeka ;)
    http://inspirationforlife.byania.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Bourjois Rose d'Ore ma wiele wspólnego ze wspomnianym Sleekiem i Narsem Orgasm. Róż lovely OH OH Blusher ma jednak zdecydowanie brzoskwiniową bazę i jest idealnym odpowiednikiem Hot Mama. Bourjois z kolei to klasa sama w sobie! uwielbiam! :)

      Usuń
  5. Oho! Miałam nic nie kupować i przez dwie części promocji dzielnie się trzymałam, ale zobaczyłam u Ciebie ten róż i mnie zaciekawił. Ogólnie do tej pory byłam fanką całkiem matowych róży, ale postanowiłam wypróbować taki :) Zwiedziłam cztery Rossmany zanim na niego trafiłam w końcu w piątym :D Dobrałam jeszcze Diamond Illuminator z Wibo (przypominam, że miałam nie kupować NIC :P). Ale za dychę takie dwie perełki...no jestem mega zadowolona, róż wygląda prześlicznie i jest przyjemnie trwały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe :) też tak mam ;-) ale to akurat najlepiej zainwestowane 2 dychy. Cieszę się, że mogłam pomóc w dobrym wyborze :)

      Usuń
  6. znając życie to nigdy nie uda mi się dorwać tego różu z lovely : ( w ogóle super, że wibo i lovely się ostatnio tak rozbrykały, kiedyś nie spojrzałabym w kierunku ich szaf a teraz to tylko wyglądam czy nie ma czegoś nowego :D

    http://saszax.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukajcie, a znajdziecie :) Również jestem bardzo pozytywnie zaskoczona nową jakością WIBO i Lovely. Nareszcie coś porządnego w rozsądnej cenie.

      Usuń
  7. Ja akurat róży nie używam, źle się z nim czuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam róże. Mam ich chyba najwięcej w swojej domowej kosmetyczce. Sama używam teraz Miss Butterfly w odcieniu romantico i jak na razie z tych tańszych kosmetyków- to jest mój hit ;)

    OdpowiedzUsuń